Too far.

Jesteś tak daleko ode mnie dziś. Nie mówię o kilometrach na mapie. Zerwaliśmy niewidzialną nić, dzięki której zawsze do tej pory się odnajdywaliśmy. Resztkami energii tyle razy chwytałam za nią w punkcie, w którym stała sie już ledwo widzialna i całowałam to miejsce, aby nas uratować. Lecz wiesz, w którymś momencie nawet najlepsi mają słaby refleks. Zagapiłam się? Może. Może za mocno pociągnęliśmy w napadzie strachu przed utratą... czegoś. W zasadzie powiedz mi kochanie, czy jestem winna kiedy to ty uśpiłeś mą czujność? Nie miałam już wystarczająco sił by dobiec i powstrzymać to małe trzesięnie ziemi. A Ty wcale nie walczyłeś, poddałeś. Gdzie był w Tobie zdobywca, gdzie był wtedy mój rycerz i wybawca? Sam podjąłeś decyzję, choć ja Ci nieco pomogłam, wybór był jednak Twój. Tak łatwo przyszło Ci mnie zostawić samą po tym wszystkim co zeszłej nocy ode mnie usłyszałeś? Po tym jak z sercem na dłoni wyjawiłam Ci jedną z moich największych obaw, Ty tak po prostu podjąłeś decyzję i zostawieniu mnie, o ucieczce. W co? W alkohol, nikotynę? W przepełnione prawie nagimi ciałami kluby nocne, któruch podobno nienawidziłeś? Jak chcesz.
Moje serce tak strasznie tęskni, że czuję jakby był to rodzaj specjalnej tęsknoty, takiej która ma nie doznać ukojenia. Walczę ze swoją urażoną dumą, aby nie wysłać tych wiadomości pisanych i usuwanych po tysiąc razy. I proszę Boga, w którego wierzysz, aby trzymał Cię w opiece. Przynajmniej dopóki nie wrócisz.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Przegryzłam tę herbacianą rzeczywiśtość.

Z reguły odbiegamy od reguły.